Na antypodach wolności

W Polsce zainteresowanie Nową Zelandią nieustannie wzrasta. Nie tylko wśród turystów, ale i wśród badaczy. Obserwuję to wyraźnie po wzrastającej ilości publikacji na tematy nowozelandzkie. Zresztą, zamierzam napisać dla Was kilka zdań o niektórych z tych pozycji, które rekomenduję. Jedną z takich pozycji jest dopiero co wydana książka Tomasza Cukiernika. Nie jest to pierwsza publikacja tego Autora o tematach nowozelandzkich, gdyż wcześniej było wiele artykułów publicystycznych, ale też i zaangażowanie w wydanie książki Richarda Prebble, jednego z ojców nowozelandzkich reform gospodarczych, w Polsce, do której napisał wstęp. Tomasz Cukiernik jest ekonomistą i prawnikiem, a po jego innych książkach takich jak Socjalizm według Unii, jasnym jest, że rozwija przede wszystkim swoje zainteresowanie polityką ekonomiczną. Autor postanowił więc tę pasję poznawczą skoncentrować na kraju kiwi i na … Polsce. Dokonując w swojej najnowszej książce Na antypodach wolności, porównania reform lat 80-90 w Nowej Zelandii, które określić można jako wolnorynkowe, z tymi reformami z którymi mieliśmy i mamy do czynienia w Polsce, a które też odnoszą się do polskiej transformacji ustrojowej, choć nie brakuje w książce odniesień do rządów PiS.

Książka składa się z ośmiu rozdziałów. Po cztery dla Nowej Zelandii i Polski. Mnie najbardziej zainteresowała pierwsza część książki, czyli ta odnosząca się do kraju kiwi, co nie zmienia faktu, że druga część książki jest także nurtująca. O czym więc dokładnie jest to opracowanie? Po pierwsze, książkę tę należy uznać za dzieło popularnonaukowe. Po drugie, taka konwencja umożliwia Autorowi pisanie z przyjęciem pewnej z góry założonej tezy, którą sprowadzić można do twierdzenia, że reformy wolnorynkowe, które niejedni uznaliby po prostu za neoliberalne, należy uznać za ogólnie korzystne. W skrócie: Nowa Zelandia od lat 70. XX w. zaczęła się pogrążać w kryzysie gospodarczym, który pogłębiał się na przełomie lat 70/80 w czasie rządów konserwatywnej Partii Narodowej. I jak to w Nowej Zelandii, konserwatyści byli bardziej socjalistami niż…socjaliści z Partii Pracy, którzy przejmując władzę w 1984 r. rozpoczęli reformy wolnorynkowe sprowadzające się do deetatyzacji wielu przedsiębiorstw, które wcześniej państwo albo przejęło albo powołało do życia samodzielnie (reforma ta trwała do 1999 r.). W książce jest podrozdział o programie gospodarczym Wielka Wizja w Nowej Zelandii, który doprowadził kraj kiwi do ekonomicznej zguby, a bardzo przypominał swym rozmachem gierkowski przyśpieszony industrializm na kredycie. Cukiernik wskazuje, że deetatyzacja była po prostu dobra dla gospodarki – spadło zadłużenie, spadło bezrobocie. Pytanie tylko, co działo się z ludźmi na rynku pracy w tym czasie, na to pytanie nie ma w książce odpowiedzi, ale nie jest to jej słabość, raczej walor, bo pojawia się interesujące zagadnienie na które może warto poszukiwać w przyszłości odpowiedzi? Cukiernik  podaje za to w swojej książce multum przykładów na to, że wycofanie państwa z gospodarki jest korzystnym działaniem. Między innym, pisze o tym, że w wyniku reform wolnorynkowych zainicjowanych przez Partię Pracy i kontynuowanych przez Partię Narodową uzyskano wyższą efektywność produkcji mleka przez statystyczną krowę…I jak można twierdzić, że polityka nie jest istotna? Zapamiętajcie – nawet krowa kapitalistyczna jest o wiele bardziej wydajna niż ta socjalistyczna. Na uwagę w książce zasługuje ukazanie bardzo detalicznej listy działań rządów w czasie reform wolnorynkowych oraz listy przedsiębiorstw, które zostały skorporatyzowane oraz sprywatyzowane. W kontekście polskim, wielce frapujące są dane na temat: drenaży środków przez przedsiębiorstwa zachodnie z Polski oraz ewentualny problem liberalizacji gospodarki polskiej w kontekście zobowiązań unijnych. Po lekturze pozostaje się z takim wrażeniem, że z Polski to raczej Nowej Zelandii nie będzie. Poza tym, jasnym się staje jak niewiele znaczy własność w obliczu woli politycznej. Jeśli tylko rządzący chcą, to mogą z dobrze funkcjonującego przedsiębiorstwa prywatnego utworzyć państwową firmę, której główną usługą będzie dostarczanie stanowisk pracy dla synekur, zamiast rzeczywistych usług lub produktów i to jest równie przerażające pod każdą szerokością i długością geograficzną.

Nie potrafię określić jak książkę może odebrać czytelnik, który dopiero co rozwija zainteresowania Nową Zelandią, ale warto aby czytelnicy pamiętali, że jednak Nowa Zelandia w latach 80 i 90, to inna, politycznie rzecz ujmując, bajka aniżeli Polska, która wydobywała się z półwiecza gospodarki socjalistycznej. Choć i w Nowej Zelandii, skala etatyzacji życia gospodarczego, o czym pisze Cukiernik, była ogromna.

Książkę polecam serdecznie dwóm grupom czytelników: tym zainteresowanym wolnym rynkiem i implikacjami gospodarczymi takich reform oraz tym, którzy interesują się polityką w Nowej Zelandii. Książka nie jest obszerna, ale bardzo treściwa.

Autorowi serdecznie gratuluję sukcesu wydawniczego! Moja recenzja nie jest bezstronna, bowiem znam Tomasza Cukiernika z Jego poprzednich publikacji, w których powoływał się między innymi na moje wypowiedzi.

Książkę wydało Wydawnictwo 3DOM, jest do nabycia tutaj: https://3dom.pro/tomasz-cukiernik-na-antypodach-wolno%C5%9Bci.html

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s